środa, 25 września 2013

Metoda "małych kroków"


Jeśli chcemy wprowadzić zmiany w swoim życiu najlepiej sprawdza się metoda "małych kroków". Tzw "małymi kroczkami" możemy zmieniać świat. Odnosi się to do wielu dziedzin naszego życia - a może nawet do każdej (?).

roztoczańska lawenda
Jeśli chcesz nauczyć się języka obcego, to zacznij uczyć sie stopniowo, po kawałeczku ale codziennie. Jeśli chcesz mieć piękny ogródek na balkonie, to zacznij od doniczki bazylii na parapecie a jeśli chcesz zmienić świat to przestań kupować jabłka w Auchan a zacznij kupować od rolnika. (Notabene jabłka są najbardziej opryskiwanym owocem a w marketach dodatkowo woskowanym aby pięknie się świeciły i mogły długo poleżeć).

Na Pokojowym Szczycie w Vancouver w 2009 roku Dalaj Lama powiedział:" The world will be saved by Western woman." Nasz świat ocali kobieta Zachodu. Wierzę, że każda (i każdy) z nas ma dziś do ocalenia własny kawałek świata. ("Zielona Toskania" Aleksandra Seghi Wyd.Mamania 2013 str.185)

Mamy wpływ na losy świata poprzez nasze wybory. Wybory, które dotyczą naszego codziennego życia: czyli co, gdzie i ile kupujemy? Jeśli nie będziemy kupować mięsa w supermarketach to przestaną je tam sprzedawać. Jeśli zamiast ostrych fosforanowych proszków do prania, które niszczą nasze wody gruntowe będziemy kupować te bardziej ekologicznie to w końcu przestaną nam produkować te szkodliwe a te ekologiczne staną sie tańsze. Jeśli będziemy kupować organiczne warzywa to rolnicy będą je produkować. A my będziemy zdrowsi. Jedząc lepsze jakościowo produkty zjadamy ich mniej ponieważ dostarczamy organizmowi składników odżywczych i organizm przestaje być głodny. 

Dokonujemy codziennie wyborów za pomocą wydawanych pieniędzy. Pieniądz jest energią. Nie jest ani dobry ani zły. To człowiek czyni go takim. Jest jak nóż -  może zabić i pokroić chleb. Używajmy go mądrze.

My sami możemy poprawić jakość naszego wspólnego życia. Naszego życia jako Ja - człowiek, jako rodzina, jako mieszkańcy jedego bloku, dzielnicy, miasta, kraju itd. Zacznijmy zmieniać świat od siebie.
A o tym jak zaczełam zmieniać swój świat następnym razem....

piątek, 20 września 2013

Wrześniowe porządki




Wrzesień to pracowity czas dla miejskiego ogrodnika. Czas ostatnich zbiorów i pierwsze przygotowania do zimy.  Przyroda obdarza nas bogactwem owoców i warzyw. Na straganach królują dynie, orzechy i wrzosy - jesienne kwiaty. 



1. Ostatnie zbiory warzyw. 

Na moim balkonie kończą się zbiory ogórków, pomidorków i dojrzewa papryka. Pomidorki można zerwać nawet zielone i zostawić w pojemnikach na słońcu. Część z nich ma jeszcze szansę dojrzeć.





2. Siew poplonu

We wrześniu możemy posiać poplon na wczesny zbiór wiosenny. Ja posiałam szpinak. Wykorzystałam do tego skrzynkę z ziemią po pomidorkach koktajlowych i dodałam trochę nowej, żyznej ziemi. Na wierzchu rozsypałam nasionka i przykryłam cienką warstwą ziemi. Szpinak ozimy będzie gotowy do zbioru na przełomie kwietnia i maja. (Moja własna wiosenna nowalijka.) Pod koniec lata wysadzam również roszponkę i jarmuż. Są to rośliny mrozoodporne. Można je zbierać równiez zimą.




3. Zbiory ziół

Koniec lata to ostatni dzwonek na zbiór ziół do zimowej spiżarni. Zioła należy zerwać wraz z łodygami, opłukać i lekko osuszyć. Można je zawinąć w papier i odłożyć w suche miejscu lub związać w pęczki i zawiesić w kuchni. Zioła takie stanowią ciekawą ozdobę. W chłodnie dni nie zapominajmy o codziennym piciu ziołowych herbatek. Więcej na temat przygotowywania ziołowych herbatek można poczytać tutaj:  napary z ziół





4. Jesienne kwiaty

Jesienny balkon nie musi być ponury. Warto udekorować balkon kwitnącymi roślinami takimi jak wrzosy lub chryzantemy. Trzeba pamiętać, że wrzosy lubią kwaśną ziemię. Na balkonie również można zrobić piękne dekoracje z jarzębiny, dyni i jesiennych liści.





środa, 4 września 2013

TOSKAŃSKI OGRÓD POCZĄTKUJĄCEJ PASJONATKI


Dawno, dawno temu Pani Milena z „Ekoparapetu” poprosiła mnie, bym napisała o swoim ogródku w Toskanii. Czas przepływał pomiędzy różnymi zajęciami, a artykułu jak nie było, tak nie było.
Każda zerwana truskawka, podwiązany krzak pomidora, potem zbierane warzywa, były mi wyrzutem.
Przyznam się jednak, że trochę nie wiedziałam, co mam napisać, żeby to nie zabrzmiało jak u Ferenca Màtè, którego przekaz „Mądrości Toskanii” brzmiał mniej więcej tak, że tylko ogród, tylko własne warzywa. A ja cały czas się zastanawiałam, czy poleca ludziom z bloków wyprowadzić się? Za co? Dokąd?
Po moich doświadczeniach z ogródkiem w Toskanii wiem, że gdyby przyszło mi zamieszkać nawet na przedostatnim piętrze drapacza chmur, zrobiłabym wszystko, by mieć pod ręką jakąś własną „zieleninę”, chociażby tylko na parapecie.
A jakie to są doświadczenia?
Osoby poczatkującej, takiej, która mieszkając z rodzicami-działkowcami, pojawiała się w ogrodzie dopiero wtedy, gdy można było w nim coś spałaszować.
Gdy już wiodłam samodzielne życie, jeszcze przed wyjazdem do Toskanii, mieszkałam w kilkurodzinnej kamienicy, przy której miałam swój kawałek ogródka, ale służył mi głównie jako dodatkowy pokój latem. Z czasem pojawiły się w nim i zioła, lecz bardziej dla ozdoby. 
Warzyw nie uprawiałam.
Przeprowadzka wszystko zmieniła.
Mieszkam na toskańskiej plebanii, pomagając w jej prowadzeniu zaprzyjaźnionemu księdzu. 

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.
No właśnie!
- Wokół mnie, jak okiem sięgnąć, rozciągają się pola szkółek ogrodniczych.
- Na początku pod drzwiami często znajdowałam koszyk od sąsiada wypełniony tym, co akurat obrodziło w jego ogrodzie.
- Nawet stoiska w supermarkecie mają wyraźny rytm pór roku. Z zadziwieniem przyglądałam się ludziom przebierającym warzywa, opukującym ze znawstwem arbuzy, wąchającym, by sprawdzić dojrzałość i atrakcyjność towaru.
- Jeśli nie przychodzi Wam do głowy żaden temat rozmowy, to możecie być pewni, że jedzenie jest tu dobrym motywem dla każdego, bez względu na stan posiadania, wykształcenie, osobowość, itp.  A jeśli jedzenie, to i produkty, w tym właśnie mnóstwo warzyw i ziół.
- Podczas wycieczek po Toskanii często zwiedzam ogrody przy willach, czy pałacach.
- Jestem typem leniwca zakupowego, jadę do sklepu, gdy lodówka ma na stanie tylko światło.

Rozumiecie, do czego zmierzam? 
No nie da się nie założyć ogrodu, a jeszcze gdy warunki ku temu dogodne, bo jest ziemia, na której można wytyczyć grządki, to grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Oglądałam programy ogrodnicze, czytałam książki, radziłam się, kogo tylko się dało.
Wynikiem tego jest podział na orto i giardino.
Orto – to warzywny ogród, giardino – ozdobny.
Najpierw o tym drugim.
Teren zajmowany obecnie przez giardino porastały chaszcze wyższe ode mnie, nie licząc drzew, zresztą też wyższych ode mnie. Nie mam zdjęć z najgorszego stanu, nie pomyślałam, żeby zacząć dokumentować przemiany od prapoczątków.

Znalazłam jakąś jedną nędzną ścieżkę i na początku bardzo trzymałam się tej osi, aż w końcu podczas rozrysowywania planów porzuciłam zupełnie pomysł jednej osi, pinie potraktowałam jako konieczne dobro (nie zło), uchowały się też dwie palmy, figa i schorowany żywopłot z lauru. Temu ostatniemu dobrze zrobiło przycinanie. Pinie ratowałam z narażeniem własnego zdrowia, dosłownie. Zdejmowałam z nich korowódkę śródziemnomorską, która niszczy drzewa iglaste w basenie Morza Śródziemnego. Udało się! Dzięki temu ogród leży w półcieniu, co ma znaczenie nie tylko latem, gdy słońce mocno doskwiera, ale i zimą, gdyż korony piń tworzą ocieplający baldachim. Ogród ciągle jeszcze powstaje, z udziałem wielu pomocników, lecz widać już wyraźnie jego założenie.
Oto krótko etapy jego przeobrażeń:





Jednak tym, co bardziej wpisuje się w profil blogu Ekoparapet, jest orto.
To jest dopiero wyzwanie!
Zabrać się do uprawiania warzyw, nie mając o tym pojęcia, tylko jakieś mgliste przesłanki.
Zaczęłam nieszczęśliwie od wytyczenia grządek poza obrysem giardino, już za żywopłotem z lauru, gdzie latami ludzie zostawiali śmieci i gruz (stąd owo nieszczęście). Teren został wyczyszczony, lecz ziemia była dość jałowa, no i nie miałam systemu podlewającego.
Coś niby urosło, ale np. ogórki były tak gorzkie, że nie sposób było ich jeść. 
A niby podlewałam je regularnie.
Następny sezon zaczął się od nawiezienia ziemi. Na początku byłam zrozpaczona, bo ta ziemia, którą przywieziono, wydawała się ciężką gliną. Owszem, była ciężka, lecz to jakiś rodzaj iłu, warzywa rosną na niej jak szalone. Niezbędne było założenie kropelkowego systemu nawadniającego. Teraz już wiem, że to wspaniały wynalazek. Nie dość, że nie muszę stać z wężem, nie dość, że mogę wyjechać na kilka dni bez szkody dla roślin, to jeszcze ilość zużywanej wody drastycznie się zmniejszyła.
Jedynym problemem była ta ciężka ziemia, nasiąknięta wodą robiła się strasznie przylepna, więc przejście nawet po małym orto kończyło się przylepionymi do podeszwy kilogramowymi grudami.
Rozwiązanie wymyślił ksiądz Krzysztof, dla którego pracuję.  W ogrodzie powstały żwirowe ścieżki, odizolowane od podłoża folią przeciw chwastom. Rozwiązanie wspaniałe; nawet jeśli jakiś chwast wyrośnie na takiej ścieżce, to ma płytkie korzenie, wbite w luźne kamyczki. Ścieżki w orto są teraz łatwiejsze do utrzymania.
Ciągle zmieniam pomysły na to, co chciałabym uprawiać w ogrodzie warzywnym.
W tym roku są to truskawki, które owocują niemal nieprzerwanie od początku maja do listopada, oczywiście z najbardziej intensywnym czasem przypadającym na wiosnę.
Nie może zabraknąć pomidorów. Po pierwszej próbie samodzielnego wyprodukowania sadzonek odpuściłam, kupuję gotowe, głównie odmianę San Marzano.
Pomidory palikuję na tutejszą modłę, czyli kijkami bambusowymi krzyżującymi się u góry. Dodatkowy kijek w poziomie stabilizuje konstrukcję. W ten sam sposób uprawiam ogórki, dzięki temu mniej chorują, są czyste, łatwiej je zrywać. A ogórki to mus – skąd ja bym tu kiszone wzięła? Jednego roku nie wyrosły, sprowadziłam z Polski już gotowe i tylko je tu ukisiłam.  W tym roku znowu poniosłam porażkę siewną, ślimaki były bardzo głodne. Gdy wybrałam się do ogrodniczego sklepu po różne flance, z radością odkryłam, że mają i „naszą” odmianę ogórków. 
Oczywiście mam i inne „łakocie”: cukinię, paprykę, sałatę, seler, pietruszkę, bazylię. Już poza grządkami rosną zioła (rozmaryn, szałwia, tymianek, oregano, majeranek, melisa, mięta, ruta).

Korzyści?
Chyba nie muszę o nich pisać? O smaku i zapachu warzyw z własnego ogrodu?
Problemy?
Ślimaki, szpaki i grzyby pleśniowe.
Na razie jestem na etapie wykorzystywania środków dostępnych w sprzedaży. Ponieważ mam wiele innych zajęć, nie przeznaczam na ogród tyle czasu, ile potrzeba, by przygotować naturalne metody zwalczania szkodników.
Zapewne dojdę i do tego, by samej produkować kompost. Zdarzało mi się otrzymać nawóz od hodowcy owiec, a jeśli nie, to używam jedynie kupnego nawozu organicznego.
Najbardziej obawiałam się siatki przeciw ptakom, myślałam, że będą w nią się wplątywać.  
Bez wyrzutów sumienia zjadam truskawki, chociaż szpaki zapewne są mniej zadowolone. Zaraz obok warzywnego ogrodu rośnie wielka czereśnia. Czy macie jakiś sposób na zachowanie chociaż części owoców dla siebie, a nie przeznaczanie wszystkiego na ptasią ucztę? Trudno założyć siatkę na olbrzymią koronę drzewa.

I to tyle o moich początkach bycia ogrodnikiem. Proszę o wyrozumiałość dla wszelkich zaprezentowanych tu niedoskonałości. Pozdrawiam wszystkich czytelników "Ekoparapetu" z Toskanii, dziękuję twórcom bloga za zaproszenie do napisania artykułu

Małgorzata Matyjaszczyk

piątek, 30 sierpnia 2013

O sałacie na balkonie

W naszej kuchni ciągle coś się gotuje, a przydomowy miejski ogródek jest źródłem niezliczonych kulinarnych przyjemności. Do każdego posiłku zrywam różne rodzaje sałaty z balkonowego ogródka.


Ale póki co sezon sałatowy w pełni, bo sałaty nie lubią upałów. Będzie tak do końca jesieni, potem trzeba się na parę zimowych miesięcy pożegnać ze świeżą sałatą z doniczki. Chyba że ktoś ma piękną szklarnię lub zimowy ogród i może uprawiać rośliny też w zimie.



O sadzeniu sałaty pisałam już wiele wcześniej, ale w związku z licznymi pytaniami o sałacie będzie raz jeszcze. Poza tym to moje ulubione zielone warzywo :)

Jest to tak łatwa w uprawie roślina, że mogą ją sadzić nawet dzieci. Żadnych skomplikowanych zabiegów, tylko nasionka do dobrej jakościowo ziemi, posypać ziemią, ugnieść, podlać. I voilà! Po kilku dniach kiełkują małe sałatki.



Sałatę można sadzić w dwojaki sposób:
- albo od razu do docelowej doniczki w sporych odstępach
- albo do małych palet rozsadowych, z których potem po wykiełkowaniu przesadzamy roślinki do dużych donic.


Wypróbowałam oba sposoby, udają się znakomicie w uprawie pojemnikowej.







Nie można zapominać o dobrym kompoście i odżywianiu roślinek. Aby pięknie rosły ziemia musi być zasobna w składniki odżywcze, inaczej nic nie urośnie poza chwastami.

Jeśli chodzi o doniczki to nie ma różnicy czy sadzi się sałatę w plastikowych czy terakotowych doniczkach. Ja zawsze mam pod ręką masę małych doniczek, w które wrzucam nasiona, przysypuję ziemią, ugniatam i podlewam - takie mini-rozsady, które potem przesadzam do dużych donic. Sałaty można sadzić nawet w pojemnikach po lodach czy w foliowych workach - nie mają dużych wymagań i urosną wszędzie.


Mój stolik do sadzenia i rozsadzania, potting table:


Odmian sałat jest bardzo dużo i z tego względu najlepiej w jednej donicy pomieszać różne rodzaje sałaty. Każda ma inny smak i kształt, są lekko gorzkawe albo lekko pikantne i te łagodne. Najlepiej mieć kilka różnych odmian.





Sadzenie sałaty jest bardzo proste - duża doniczka z dziurami w środku, dobrej jakości ziemia, najlepiej do warzyw, można pomieszać nasiona różnych odmian, przysypać je ziemią i dobrze ugnieść. Podlewać co kilka dni. Sałaty nie lubią bezpośredniego nasłonecznienia, więc w ciepłe dni najlepiej przenosić doniczkę w bardziej zacienione miejsce. 

sobota, 10 sierpnia 2013

Jeżyny na balkonie

Wakacje w pełni a pogoda dopisuje. Na naszych balkonach i tarasach zbiory owoców i warzyw. Bogactwo o tej porze roku zachwyca. Cieszmy sie latem. W naszej strefie klimatycznej trwa bardzo krótko.

Wiosną tego roku posadziłam jeżynę. Jestem z niej bardzo zadowolona. Bogato obrodziła. To duża satysfakcja poskubać owoce prosto z krzaczka z własnej uprawy. A uprawa jeżyn jest dość prosta.


Jeżynę posadziłam w donicy o wymiarach: 40 cm średnica i 30 cm wysokość. Roślina ta wymaga dość żyznej ziemi i regularnego podlewania. Wtedy bogato owocuje. Ładnie rośnie oparta o płot. Kwitnie w kwietniu a owoce dojrzewają w sierpniu.



Jeżyny należy sadzić jesienią lub wiosną. Wiosną wyrastają nowe pędy. Owoce pojawiają się na pędach dwuletnich. Kiedy owoce zostaną zebrane, pędy przycinamy tuż nad ziemią, by umożliwić im odrost na wiosnę.